TORUS Sp. z o.o.
al. Grunwaldzka 413
80-309 Gdańsk
Tel: 58 76 46 376
email: torus@torus.pl
NIP: 9570829421

GRUPA TORUS
spółka akcyjna
al. Grunwaldzka 413
80-309 Gdańsk
NIP: 5842788971

Spotkajmy się w Mozaice, czyli siła dobrego promptu

O tym, dlaczego warto dać sobie czas na zadawanie pytań, o kulisach badań partycypacyjnych i najważniejszych cechach Mozaiki z perspektywy badawczej i inwestycyjnej rozmawiają Dominika Zielińska i Przemysław Ryś.

Przemysław Ryś: Żeby jak najlepiej poznać specyfikę otoczenia MOZAIKI, na 3 mie­siące zamieszkałaś na Przymorzu Małym. Dlaczego?

Dominika Zielińska: Proces partycypacji społecznej to przede wszystkim ciekawość, z mojej perspektywy nieodpowiedzialna byłaby w takim przypadku krótka wizja lo­kalna. Decyzja o inwestycji wpływa przecież na życie ludzi dookoła na kilkadziesiąt lat. Trzeba zadać sobie pytanie „jak najlepiej można poznać to miejsce?”. W momen­cie dłuższego pobytu zupełnie zmienia się postrzeganie danej dzielnicy. To było dla mnie ważne, pozwoliło mi zobaczyć, jak jest, czego potrzeba. Chciałam czuć, że zrobiłam co mogłam, żeby jak najlepiej rozpoznać dane miejsce.

PR: Jakie masz główne wnioski po tych 3 miesiącach?

DZ: Poczułam, że naprawdę może być tu fajnie, że można stworzyć nową przestrzeń, w której ludzie będą chcieli żyć. To jest świetna lokalizacja, stąd bardzo łatwo wszędzie dotrzeć. To naprawdę przestrzeń 15-minutowa – w najbliższej okolicy zawsze mogłam znaleźć miejsce, którego potrze­bowałam: od basenu, przez strefę cowor­kingową, morze czy Park Oliwski dostępne w zasięgu spaceru, po miejsca związane z kulturą. Przymorze Małe daje możliwość obcowania z różnorodną tkanką miejską, ale też z przyrodą. A przy takiej palecie możliwo­ści jednocześnie nie czujesz przytłoczenia, nie masz poczucia bycia w „dużym mieście”. I to nie jest tylko moje wrażenie, potwierdzały to osoby, które spotykałam na swojej drodze (a zwykle nie mijały tego miejsca, tylko były tu na stałe, jako mieszkańcy).

PR: Nie wydaje Ci się, że stworzenie czegoś zupełnie nowego może w danym miejscu okazać się ważniejsze, ciekawsze niż to, co było do tej pory i co jest w okolicy?

DZ: Inspiracji nie szukam na zewnątrz, naj­lepsze pomysły najczęściej są już na miejscu, trzeba je tylko umieć dostrzec. Ja szukam ciekawostek, historii ludzi, które się ze sobą splatają i mówią o czym jest dane miejsce. Oczywiście zasilam się wiedzą z zewnątrz, dla odbicia, nowej perspektywy, konfrontacji z re­alną sytuacją. Czasem jednak za szybko i bezmyślnie przeno­simy zewnętrzne inspiracje na nasz grunt, który przecież zawsze jest charakterystyczny. Super jest czerpać z zewnątrz, ale tworzyć trzeba po swojemu, specyficznie dla danej lokalizacji.

PR: To ryzykowna inwestycja, działka po dawnym zakładzie produkcyjnym, gdzie tego typu działalność była przewidziana. Wiedzieliśmy, że stworzenie re­aliów zupełnie nowego miejsca wymaga dużo ryzykownej pracy. Zadaliśmy sobie ważne pytanie: „Kim chcemy być”. Kultura zadawania sobie py­tań pozwala kwestionować zastane podejście. To był pierwszy krok. Z mojego poprzedniego życia zawodowego zapamiętałem zdanie: „Before you make it real, make it right” (zanim to urzeczywistnisz, zrób to dobrze). Wykorzy­stanie czasu na przemyślenie zwiększa szanse, że zrobimy coś dobrego, dlatego nie warto tu działać pochopnie (mimo że co do zasady w procesie inwestycyjnym staramy się skra­cać czas, bo na końcu chodzi też o wartość ekonomiczną). Długoterminowo, by produkt służył ludziom, takie myślenie buduje wartość dodaną. A przecież stworzenie przestrze­ni, gdzie ludzie chcą być, sprawia też, że są skłonni docenić jej wartość wybierając tam mieszkanie i płacąc za nie adekwatną cenę.

DZ: Przy MOZAICE do realizacji procesu zaangażowaliście dedykowany zespół. Bu­dowanie zgranego teamu też przekłada się nie tylko na jakość, ale i na efekty biznesowe.

PR: Połączenia, relacje są kluczowe – to wytwarza coś większego, cytując hasło klu­bu FC Barcelona: „Małe wspólnoty tworzą wielkie zespoły”. Takie podejście przyświeca nam przy realizacji tego projektu, zarówno od strony naszej, jak i lokalnej, otoczenia.

DZ: No właśnie, jak Twoim zdaniem MO­ZAIKA może wpłynąć na otoczenie?

PR: To ma być miejsce łączące różne funk­cje i (mamy nadzieję) różne osoby o różnych charakterach – mieszkańców, pracowników, turystów, gości części kulturalnej. Mamy marzenie, żeby stało się swego rodzaju no­wym centrum dzielnicy, żeby ludzie mówili „SPOTKAJMY SIĘ W MOZAICE”. To ma być miejsce otwarte – dosłownie (brak ogrodze­nia) i w przenośni. Takie, gdzie pojawią się lu­dzie otwarci na relacje z sąsiadami. Taka jest moja ambicja – zobaczymy oczywiście, co z tego wyjdzie. Mówię to publicznie dlatego, że naprawdę chcemy do tego doprowadzić, stworzyć wokół siebie pewną wspólnotę, która nam w realizacji tego celu pomoże. Centrum nie stanie się nim od deklaracji prezesa. Ludzie muszą wiedzieć, że mogą je współtworzyć. Dlatego właśnie m.in. zaczęli­śmy wydawać sąsiedzki kwartalnik. Chcemy, żeby z czasem ułatwiał on obustronną komu­nikację, aktywizował odbiorców. Żeby ludzie poczuli, że to jest ich miejsce stworzone dla nich. Nie chcemy przyjść, zbudować i uciec. Staramy się już tworzyć relacje, choć fizycznie jeszcze nic nie powstało.

DZ: Co realnie motywuje do tego inwestora, który przecież z założenia dba o zysk?

PR: Nie budujemy na pustyni, tylko w otoczeniu, które już żyje, z różnymi relacjami i historiami wokół. To nakład czasu, środków, zaangażo­wania ludzi. Oczywiste, że ma to się przełożyć na to, żeby ludzie chcieli tutaj zamieszkać – to nic złego z perspektywy inwestora, taka już nasza rola. Chcemy jednak dobrze znać walory miejsca, żeby móc je odpowiednio pokazać, podkreślić, mówić o nich wcześniej. Pewne rzeczy wokół MOZAIKI już się dzieją, choć bu­dowa jeszcze nie ruszyła. Na przykład wernisaż prac studentów ASP na ogrodzeniu.

DZ: Mieszkania w MOZAICE to będą duże metraże, z myślą o rodzinach z dziećmi, które nie chcą i nie muszą wyprowadzać się za miasto, bo mogą pozostać w miejscu, które daje im kontakt z kulturą i usługami. To obecnie dość niepopularna oferta.

PR: Sam jako mąż i ojciec pięciorga dzieci czuję się czasem… wykluczony. Mało jest ofert wakacyjnych dla takich dużych rodzin, trudno znaleźć też mieszkanie, które odpo­wie na nasze potrzeby. Więc tak, myśleliśmy o rodzinach, ale dziś tak naprawdę nie kie­rujemy oferty tylko dla nich – takie potrzeby dużej przestrzeni mogą mieć inni ludzie. Kiedyś zrobiliśmy ankietę dla mieszkańców Przymorza Małego – ich główną potrzebą związaną z miejscem zamieszkania okazał się dodatkowy pokój. Jako deweloper biu­rowy obserwujemy, że bardzo dużo osób pracuje wciąż z domu. Potrzebują dodat­kowego miejsca, gabinetu. Odpowiadamy na te potrzeby, mimo że inni tak nie robią, bo wciąż powszechne jest budowanie dużej liczby mniejszych mieszkań. Tymczasem mniejszy metraż to często wyższa cena za m2, co wynika w dużej mierze z kosztów (najdroższa jest budowa kuchni i ła­zienki z instalacjami), ale i z marży. 3 lata temu zapytaliśmy dużą firmę doradczą, jakie mieszkania w tej okolicy stworzyć. Poradzili 2-po­kojowe, 45-50 m2. Zapytałem, dlaczego? Bo takie najczęściej się sprzedają. Drążyłem, dlaczego? Bo tylko takie są na rynku…. To, że ktoś kiedyś stworzył jakieś mieszkanie i taki układ stał się popularny nie znaczy, że należy tak zawsze robić. Zdecydowaliśmy się nie posłuchać tej firmy, świadomie.

DZ: Jak to miejsce żyje w Twojej głowie za 5-10 lat, jaka panuje tu atmosfera?

PR: Nie wybiegam tak daleko. My­ślę o tym, na co mam wpływ. Na przykład o usługach, jakie się tutaj pojawią. To bę­dzie mieć realny wpływ na rytm życia i ludzi. I o tym teraz w zespole dyskutujemy. Nie myślę o efekcie, a o tym, co mógłbym zrobić, żeby ludzie chcieli tu być.

DZ: Potrzebujemy inwestorów, którzy dają czas na namysł i szukają zwrotu niekoniecz­nie w krótkim czasie. Myślenie długotermi­nowe jest mało popularne, ale wierzę w jego siłę. Na koniec dnia rachunek ekonomiczny też jest ważny, ale jeśli moment zysku jest przesunięty, to nie znaczy, że go nie ma. Chcę, żeby coraz więcej firm wierzyło w to, że można robić ambitniejsze inwestycje i to się opłaca, nie tylko, ale też pod względem finansowym. Dobrze, by poprzeczka ambicji szła w górę w zdrowy sposób. Wierzę, że badania partycypacyjne oraz współpraca i dialog ekspertów wielu dyscyplin będą zasilały założenia wartościowych projektów. Planujmy więc czas na namysł, badania i zadawanie mądrych pytań, które prowadzą do wartościowych odpowiedzi.

Udostępnij: