Zapraszamy na II część rozmowy Edyty Koryckiej (Torus) i Przemysława Chimczaka-Bratkowskiego (Akademia ESG) w temacie ESG. A w niej m.in.:
- Jak ESG wpływa na koszty działalności, a tym samym ceny produktów/usług?
- Dlaczego warto raportować, mimo, że nie jest się do tego zobligowanym?
- Czy ESG nie wypacza reguł konkurencyjności na świecie?
- Co ESG zmieni na rynku w długim horyzoncie czasu?
CZĘŚĆ II ROZMOWY (pierwsza część rozmowy dostępna na https://torus.pl/esg-malowanie-trawy-na-zielono-czy-nowa-era-w-podejsciu-do-rozwoju-biznesu-1/)
Od czego zaczęło się ESG w Torusie? Jakie były pierwsze kroki, decyzje, działania, które pozwoliły wejść w ten obszar?
EK: U nas, na samym początku to była trochę moja oddolna inicjatywa. O ESG sporo się mówiło już w 2021 roku na konferencjach branżowych – o tym, że będzie raportowanie, że dla części przedsiębiorstw to będzie obowiązek, choć wtedy postrzegano to jeszcze bardziej jako pewien trend. Mnie to już wtedy zaintrygowało, bo jako Torus mamy dobrą i dość długą historię jeśli chodzi np. o certyfikowanie budynków biurowych w LEED. Zielone budownictwo jest nam bliskie jako firmie, choć ESG to oczywiście szersze zjawisko, nie tylko certyfikaty. Postanowiłam pójść na studia w tym zakresie, aby poszerzyć wiedzę. Zarząd mnie wsparł i stwierdził, że takie kompetencje w firmie się przydadzą. Kilka miesięcy po rozpoczęciu studiów dostałam od prezesa konkretne zadanie, aby zająć się w firmie tym obszarem. Było to znaczące, zwłaszcza, że jako Torus nie jesteśmy zobligowani do raportowania. Nie chcieliśmy jednak tracić przewagi konkurencyjnej. Zaczęliśmy małymi krokami, na początku zrobiliśmy analizę szans i ryzyk wynikających ze zmian klimatycznych dla naszej firmy i branży. Odbyło się to w ramach prac naszego wewnętrznego Zespołu Badań i Rozwoju, który nazywamy ZBiR. Odbyliśmy wiele ciekawych rozmów i spotkań, które podsumowaliśmy. W efekcie analizy wyodrębniliśmy zarówno istotne ryzyka, jak i szanse, które są z tym związane. W 2022 roku zaczęliśmy liczyć ślad węglowy i tak krok po kroku rozwijamy temat, dzisiaj wychodząc już oczywiście znacząco poza zagadnienia środowiskowe.
Było sporo o idei, a teraz przejdźmy do rzeczywistości. Jak ESG wpływa na koszty produktów/usług? W przypadku rynku mieszkaniowego mówi się nawet o wzroście cen poziomie kilkudziesięciu procent…Czy rzeczywiście taki może być „skutek uboczny” tych regulacji?
EK: To zależy jak na potrzeć, bo na przykład, jeśli celem firmy jest budowanie budynków w oparciu o taksonomię to na pewno te koszty będą wysokie. Taksonomia na razie nie jest jeszcze obowiązkowa, co nie zmienia faktu, że wszyscy, jako rynek nieruchomości musimy ponosić wyższe koszty związane z coraz większymi wymaganiami regulatora. Mówię tutaj o ustawodawcy – zmieniają się warunki techniczne, zmieniają się wymagania co do przenikalności cieplnej i wskaźników związanych z energochłonnością budynków. Wszyscy wiemy, że czeka nas ten etap kiedy wszystkie budynki będą musiały być zeroemisyjne, więc przygotowujemy się, bo musimy, bo jest to wymóg w warunkach technicznych. Chcąc nie chcąc wszystkie firmy deweloperskie to więc dotyka, bez względu na to czy dany podmiot jest czy nie jest zobligowany do raportowania. Zmienia się też polityka miast i gmin, więc prawo lokalne też wymusza zmianę podejścia. Pojawiają się niezależnie coraz większe wymagania jeśli chodzi o aspekty środowiskowe, zieleń w mieście, zagospodarowanie wód opadowych. Wszystkie te kwestie są poważnie traktowane przez wiele instytucji, jednostek i to powoduje wzrost kosztów. Czy my to wszystko możemy nazwać efektem ESG? – nie wiem. Raczej jest to wynik rosnącej świadomości coraz większej grupy ludzi i decydentów, że o środowisko należy dbać, o zasoby trzeba dbać, a jak wiemy budownictwo jest jednym z wiodących sektorów, jeśli chodzi o negatywne oddziaływanie na środowisko.
Czy ten wzrost kosztów można łatwo przełożyć – w tym przypadku – na rynek kapitałowy. Czy po stronie klienta jest zrozumienie i świadomość, że produkt nieruchomościowy musi być z tego względu droższy….
EK: Chyba nie ma świadomości z czego wynika ten wzrost kosztów, mimo, że sporo się o tym mówi. Ale też wzrosty kosztów i cen w ostatnim czasie to nie jest tylko wynikowa regulacji, są oczywiście prawa rynku, podaż, popyt, stopy procentowe itp. Pod koniec ubiegłego roku zrobiliśmy analizę – sprawdziliśmy co banki oferują w ramach tzw. zielonych, preferencyjnych kredytów dla nabywców mieszkań. Zrobiliśmy tabelkę, wypisaliśmy sobie oczekiwania banków co do tego, jakie kryteria powinien spełniać dany lokal, aby można było skorzystać z danej oferty przy finansowaniu zakupu. Uwzględniając te kryteria przeliczyliśmy sobie o ile wzrósłby koszt budowy takiego budynku czy lokalu, aby spełnić wymagania banku i co się okazało – obniżony koszt kredytu nabywcy w żadnym stopniu nie bilansował się z bardzo dużym wzrostem kosztu budowy. Różnica była bardzo duża. Obecnie mamy więc sytuację, że ten oczekiwany przez banki wzrost wartości nieruchomości wynikający z jakości, energooszczędności i spełniania wyśrubowanych norm środowiskowych budynku czy lokalu nie jest tak duży, jak koszty budowlane, które trzeba ponieść, aby te oczekiwania spełnić. Rynek się tutaj wyraźnie rozjeżdża.
PC-B: To, co my dzisiaj obserwujemy to jest jednak duży rozdźwięk między z jednej strony wymaganiami, z drugiej ofertą, która też się zmienia w związku z ESG, kolejnymi dyrektywami dotyczącymi efektywności energetycznej, źródeł energii i tak dalej. Także tym, jak do tego podchodzi biznes, a jak konsument końcowy. W przypadku stricte sprzedaży budynku, jeśli mówimy o rynku nieruchomości komercyjnych, jednak te wszystkie elementy, o których wspominaliśmy są dużo wyżej wyceniane przez przedsiębiorstwa, no bo one wiedzą, że dzięki temu budynek będzie trwalszy, dłużej zachowa swoją funkcjonalność, będzie konsumował mniej energii na co dzień, dzięki czemu te koszty operacyjne, bieżące będą dużo niższe. To jest z jednej strony łatwiej wycenić, z drugiej strony też często instytucjonalny kupujący ma pewne określone wymagania związane z taką nieruchomością. Z kolei w przypadku nieruchomości mieszkaniowych mówimy o konsumencie indywidualnym, który ostatecznie chce kupić metry kwadratowe, ale nie wchodzi w to, jaki materiał jest w ścianie albo co jest na dachu zainstalowane. Jaka będzie efektywność energetyczna budynku albo z jakich źródeł jest zasilanie i tak dalej, bo też może się na tym nie znać. Z perspektywy osoby kupującej mieszkanie ostatecznie więcej jej mówi porównanie mieszkania do mieszkania, nie wchodząc w to, co było wykorzystane przez dewelopera w procesie budowy i gdzie te koszty dodatkowe były poniesione. I tu jest rzeczywiście bardzo duży problem z przetłumaczeniem, przeniesieniem tych kosztów. Z jednej strony mamy kwestie świadomości, ale z drugiej mówimy o bardzo dużych pieniądzach dla osób, które się kredytują na dziesiątki lat i one się zastanawiają czy te wyższe koszty ponieść – koszty wynikające z tego, że ten budynek jest trochę lepiej docieplony, ma lepsze parametry i tak dalej. Tutaj potwierdzam, że w przypadku większości deweloperów ten wątek się regularnie przewija i on jest dosyć ciężki do zaadresowania.
Torus nie jest zobligowany do raportowania, a jednak firma podąża w tym kierunku. Dlaczego? Jakie korzyści firma w tym postrzega? Jakie są wyzwania z tym związane, także po stronie czaso- czy kosztochłonności?
EK: Chcemy podjąć się tego wyzwania, bo uważamy, że warto. My jesteśmy w tym wygodniejszym położeniu, bo nie jesteśmy zobligowani do raportowania i obraliśmy sobie nieco prostszą ścieżkę, ponieważ pojawił się dobrowolny standard VSME skierowany do małych i średnich przedsiębiorstw. Skupiliśmy się w tej chwili, żeby zrobić takie ‘sprawdzam’. Analizujemy naszą firmę jak wyglądamy na dzień dzisiejszy, oczywiście weryfikując co możemy zmienić, jakie kwestie zaadresować, którymi się zająć w pierwszej kolejności. Zrobiliśmy analizę podwójnej istotności. Na jej podstawie Zarząd na 2025 rok wyznaczył nam dosyć ambitne cele, głównie w zakresie „S” i „G”, bo jak wspominałam w zakresie „E” mamy duże doświadczenia, dobre standardy i nie mamy się czego wstydzić, choć zawsze jest pole do poprawy. Skupiamy się więc na kwestiach społecznych i zarządczych przede wszystkim z tego względu, że do tej pory dogłębnie ich nie analizowaliśmy. Chcemy zrobić swój pierwszy raport za 2025 rok i postaramy się, żeby był jak najbardziej poprawny formalnie, prawdziwy, żeby dać też sobie odpowiedź na pytanie w którym punkcie jesteśmy, co powinniśmy jeszcze poprawić. Jeśli chodzi o korzyści dla firmy, takie poważne podejście do ESG, nawet jeśli mówimy tylko o uproszczonym raportowaniu, daje cenną wiedzę w obszarze zarządczym. Liczymy też na lepsze postrzeganie naszej marki jako świadomego dewelopera, zwłaszcza, że wchodzimy w nowe segmenty działalności. Do tej pory budowaliśmy głównie biurowce, hotele i centra logistyczne, a teraz – ponieważ rynek się mocno zmienił – będziemy na poważnie inwestować w obszarze mieszkaniowym i zależy nam na tym, aby dalej utrzymać swoją renomę.
Klientami Torusa, jeśli chodzi o inwestycje biurowe czy magazynowe, są przede wszystkim zagraniczne podmioty. Czy temat ESG pojawia się na styku tych relacji? Czy jest ważnym aspektem w kontekście współpracy, postrzegania działalności czy produktów, jakimi są powierzchnie komercyjne czy budynki?
EK: W przypadku inwestycji komercyjnych i współpracy z funduszami inwestycyjnymi, dużym, zagranicznymi podmiotami temat ESG jest rzeczywiście istotny, poruszany, ale już ze świadomością bywa różnie. To zależy od partnera, którego mamy po drugiej stronie, bo samą wiedzę trzeba przełożyć na praktykę i konkretne oczekiwania. Zdarzają się firmy, które oczekują, że budynek będzie budowany zgodnie z wymaganiami taksonomii, ale nie są przygotowane do rozmowy o szczegółach, które przecież mają tutaj ogromne znaczenie. Różnie więc z tym bywa, na szczęście jest wiele podmiotów wykazujących się dużą wiedzą i działających na wysokim poziomie w zakresie ESG. Oczywiście na tym rynku certyfikaty zielonych budynków jak LEED czy BREEAM są bardzo istotne. Nie wiem czy dzisiaj budynek bez certyfikatu znalazłby poważnego nabywcę instytucjonalnego. Chyba, że nowy właściciel sam zdecydowałby się na realizację takiego procesu certyfikacji, przy czym tutaj musi być solidna podstawa w jakości obiektu, a cena – wiadomo – byłaby wtedy znacząco niższa.
Producent np. samochodów z UE żyłuje się na byciu eko podczas gdy jego konkurent z dalekiego wschodu nie musi się aż tak przejmować środowiskiem i regulacjami. Czy to nie wypacza reguł konkurencyjności?
PC-B: Otworzyłeś tutaj puszkę Pandory. Tak – wypacza, nie – nie wypacza. I jesteśmy dzisiaj w wielkim kotle, gdzie to się wszystko mieli. Widzimy to bardzo dobrze na przykładzie ostatnich taryf celnych nakładanych przez Stany Zjednoczone, całej wielkiej historii związanej z Donaldem Trumpem oraz tym, co się dzieje po stronie dyplomacji i nie-dyplomacji USA. Trochę to jednak porządkując – wszystko, co jest związane z ESG zostało pomyślane jako czynnik, który ma zwiększać naszą konkurencyjność, który ma sprawić, że Europa będzie szybciej transformowała w obszarze zrównoważonych, zielonych technologii. Jakbyśmy tego nie nazwali, chodzi o popychanie rozwoju technologicznego w tym kierunku. To oczywiście generuje koszty, więc tworzone są specjalne mechanizmy, które mają być swoistą tarczą sprawiającą, że właśnie napływające do nas tańsze produkty z Chin pozwolą nam jednak utrzymać konkurencyjność. Tu jest chociażby cała dyrektywa CBAM i wszystko, co jest związane z podatkiem węglowym na granicy, który ma na celu dołożenie, powstanie dodatkowego kosztu (podatku) niwelującego różnice w ekologiczności produktu. Liczymy więc jaką emisje dwutlenku węgla wygenerowała produkcja tego wspomnianego auta elektrycznego w Chinach, gdzie proces ten odbywa się w dużej mierze w oparciu o energię pochodzącą z węgla, a następnie porównujemy z autem wyprodukowanym w Europie, do czego wykorzystano energię pochodzącą z odnawialnych źródeł energii. Po to więc wprowadzono CBAM, który zresztą też wprowadza kolejne, duże zamieszanie, bo z jednej strony ma nas chronić, ale też nie jest taki prosty i tu jest sporo dyskusji. Ostatnio rozmawiałem z kilkoma podmiotami importującymi produkty z Azji, którzy chcieli od swoich kontrahentów pozyskać takie właściwe dane i okazuje się, że to nie jest takie proste. Także to się już dzisiaj dzieje. Kolejna ciekawa informacja jest taka, że Chiny, mimo iż są największym emitentem dwutlenku węgla na świecie, to są również największym inwestorem, który bardzo szybko transformuje swoją gospodarkę. Nie jest więc tak, że my Europejczycy sobie tutaj jakieś rzeczy wymyślamy i obniżamy sobie samym konkurencyjność na rynku. Tak naprawdę Chiny też to widzą, więc to jest takie trochę działanie na dwie nogi i to, co dzisiaj widzimy, to jest właśnie położenie większego nacisku, abyśmy nie zostali w tyle tego wyścigu. Warto zwrócić uwagę, że te wszystkie działania związane z nowymi technologiami dotyczącymi odnawialnych źródeł energii, zrównoważonego rozwoju, elektromobilności to jest główny kierunek inwestycyjny we wszystkich najważniejszych gospodarkach na świecie. Robią to bardzo mocno Chiny i inne kraje azjatyckie. W Stanach Zjednoczonych też to się dzieje, mimo dzisiejszej narracji. Mamy inflation reduction act, który powstał za administracji Bidena i mimo swojej nazwy był programem mającym na celu zwiększenie inwestycji w amerykańskie sektory związane z produkcją niczego innego, jak zrównoważonych, zielonych produktów. Możemy mówić o bateriach, o samochodach elektrycznych, o fotowoltaice i tak dalej, ale to jest ten sam kierunek. Tylko, że dzisiaj jesteśmy w momencie, w którym pojawia się dużo dyskusji i wątpliwości, bo widać już, że część z firm z tego łańcucha dostaw wypada. Im więcej firm będzie dotkniętych z powodu tego, że nie zaadaptowały się odpowiednio szybko do zmian, bo nie wyciągały wniosków i zostawiły to „na kiedyś”, tym więcej będzie problemów obserwowanych na rynku i też głosów negujących kierunek transformacji.
EK: Myślę, że GOZ (gospodarka obiegu zamkniętego) jest też dużym tematem. Sprowadzanie towarów, aut z Chin zostawi nas w przyszłości z dużym problemem odpadów i moim zdaniem to też powinno zostać uwzględnione w regulacjach.
Gospodarki europejskie – nie oszukujmy się – nie są na tym samym poziomie jeśli chodzi zielone rozwiązania, poziom rozwoju społeczeństw czy sposobów i kultury zarządzania. Czy ESG zniweluje dysproporcje czy może utrwali różnice?
PC-B: ESG na pewno namiesza. Ja nie jestem w stanie dzisiaj powiedzieć jasno, że ono na pewno zniweluje albo zwiększy dysproporcje. Bo jeśli nawet będziemy mieli inne poziomy raportowania po stronie dużych przedsiębiorstw, inne po stronie mniejszych, ale te mniejsze będą w stanie spełnić te podstawowe wymagania to wszystko to może pozytywnie oddziaływać. Weźmy sobie przykład Torusa, który nie musi, ale robi i dzięki temu wdraża jakieś innowacje, dzięki temu wie, jakie ryzyka i zagrożenia ma przed sobą, jak musi zmienić model biznesowy w kontekście kolejnej dekady. Zarząd od razu jest dużo bardziej świadomy tego, jakie potencjalne korzyści biznesowe może odnieść, jakie zagrożenia są przed modelem, który jest realizowany dzisiaj. Jeśli będziemy mieli drugą identyczna spółkę, która też nie musi raportować i rzeczywiście nic nie robi, to odpowiedzmy sobie sami, w którą chcielibyśmy zainwestować, która wydaje się być lepszym partnerem biznesowym w kolejnych latach. Wydaje mi się, że tego typu dyskusji będzie więcej w kolejnych latach, ponieważ będziemy mówili o bardzo małych nawet firmach, mających 5-10-20 pracowników, które nie muszą nic raportować, ale są w szerokim łańcuchu dostaw. Za jakiś czas może się więc okazać, że ich kontrahenci będą od nich pewnych rzeczy wymagać, a oni będą słabym ogniwem, będą źle „wyglądać” na tle swojego otoczenia biznesowego. Inną drogą jest to, że takie firmy zaczną szybciej pewne rzeczy robić, przystosowywać się i okaże się, że dzięki temu będą lepiej postrzegane i oceniane, zaczną wyprzedzać swoją konkurencję, wygrywać w przetargach itp. Dzisiaj jest to więc tak naprawdę kwestia szacowania szans i ryzyk po stronie biznesowej. Tutaj każdy biznes musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, co się zadzieje w perspektywie 1-2-5 lat, jeśli nic nie będzie robił w temacie ESG, a co się zadzieje, jak poważniej podejdzie do tego tematu. Jak to wygląda w przypadku konkretnej firmy, jej sektora, jej otoczenia biznesowego – na pewno warto się temu przyjrzeć i wtedy podejmować świadome decyzje. Z mojej perspektywy to nie jest kwestia czy, tylko kiedy to wszystkich dotknie i z pewnością będziemy o tym jeszcze sporo mówić w najbliższych latach.
EK: Torus jest firmą deweloperską, a wszyscy wiemy, jak postrzegani są deweloperzy na naszym, polskim rynku. Niezależnie od tego czy się z tym zgadzamy, czy ta opinia jest sprawiedliwa, to wydaje mi się, że branża powinna ambitnie podejść do zagadnień ESG, mówiąc kolokwialnie – wyjątkowo przyłożyć się do tego zadania, aby działalność była jak najbardziej transparentna, uczciwa, zrównoważona, bo to ma też duże znaczenie rynkowe. My poważnie traktujemy zagadnienia ESG i przygotowujemy się do raportowania, bo mamy poczucie, że warto to robić, że to jest wartość dla wszystkich – dla nas, dla środowiska, dla naszych klientów, kontrahentów, otoczenia. Przez wiele lat zbudowaliśmy sobie renomę dobrej, solidnej firmy, certyfikującej budynki i nastawionej na jakość, która angażuje się też społecznie na wielu polach. Zależy nam więc na tym, aby to utrzymać, pokazać się z dobrej strony i dołożyć wszelkich starań, by dalej wzmacniać swoją pozycję.
Jak Waszym zdaniem, w dłuższym horyzoncie czasu ESG wpłynie na biznes, rynek, firmy?
EK: Moim zdaniem wpłynie bardzo i to pozytywnie. Widzę dużą szansę we wszystkich obszarach: środowiskowym, społecznym, także w podejściu do pracownika. Cenną nauką jest prowadzenie dialogu z interesariuszami, co w przypadku firm deweloperskich zwykle jest procesem wymagającym i trudnym. Nauka komunikacji opartej o zrozumienie i szacunek dotyczy wszystkich stron, także strony społecznej. Wyjście ze strefy komfortu nie jest łatwą sprawą, ale efekty przynoszą zupełnie nową jakość. Jest to ciekawy proces, w którym jako firma zyskaliśmy w ostatnim czasie cenne doświadczenia. Trudna droga przed nami, ale moim zdaniem bardzo wartościowa.
PC-B: Bardzo ładnie to powiedziałaś, że to jest trudna droga, ale wartościowa i podpisuję się pod tym. Mi się wydaje, że to jest aspekt, który wpłynie na nas w gigantycznym stopniu, choć często nie będziemy może nawet świadomi tego, że wynika to z ESG. Dzisiaj ESG jest takim ‘buzzwordem’, dużo o tym mówimy, głównie kwestie środowiskowe są na tapecie. Lada chwila, wedle tego, co słyszę na rynku, jak bumerang wrócą do nas kwestie społeczne, które ostatnio trochę zostały wyparte przez „E”. Kwestie bezpieczeństwa danych, dezinformacji, komunikacji w sieci – to są tematy, które będą wybrzmiewać, ale niekoniecznie będziemy je bezpośrednio wiązać z ESG. To wszystko jest wrzucane dzisiaj do jednego worka, ale chodzi przede wszystkim o to, by budować odporność organizacji długoterminowo, odpowiadając na przepisy, chcąc pozostać w łańcuchu dostaw, budując przewagę konkurencyjną. To, co jest moim zdaniem bardzo ważne to to, że tego nie da się robić tylko w ramach dużych organizacji. Te duże muszą zbierać dane od mniejszych, więc to będzie rezonować zasadniczo na cały rynek. Jeśli popatrzymy na to z tej perspektywy, to firmy w Polsce powinny poświęcić chociaż trochę czasu na analizę, jak szybko może to je dotknąć, bo na pewno przyjdzie taki moment, kiedy ktoś poprosi o wypełnienie tabelki lub będziemy składali dokumenty w jakimś przetargu. I może to być przetarg firmy, dla której działamy od 15 lat, a nagle pojawi się dodatkowe pole, w którym musimy odpowiedzieć czy zbieramy dane takie i takie, czy mamy strategię ESG. Trzeba będzie się do tego ustosunkować, zadeklarować zgodnie z prawdą czy się to ma czy nie i będzie tego coraz więcej. Im częściej w mediach albo w przestrzeni biznesowej będą się pojawiały informacje o firmach, które straciły kontrakty czy wypadły z łańcucha dostaw ponieważ nie odpowiadały na kwestie ESG, tym szybciej będziemy nadrabiać edukację i zaległości. Nie uważam, że wszyscy muszą teraz lawinowo rzucić wszystko i zająć się ESG, bo tak wcale nie jest, ale przynajmniej oszacowanie szans i zagrożeń po stronie biznesowej jest ważne.
Czy spodziewacie się, że ESG będzie ewoluowało? Od czego to może zależeć?
PC-B: Widzimy już, że mocno to ewoluuje. W ostatnich miesiącach wszyscy, którzy śledzą wydarzenia na świecie mogli zaobserwować, jak solidnie polityka czy geopolityka namieszały chociażby w kontekście ESG. Tutaj absolutnie sytuacja ekonomiczna, finansowa, polityczna krajów i zaostrzająca się walka gospodarcza między Stanami Zjednoczonymi a Chinami będą oddziaływać. Żadnej chyba nie będzie, ale konia z rzędem temu, kto wie w jaką stronę to ostatecznie pójdzie. Ja nie jestem w stanie prognozować dalej niż tydzień do przodu jeśli chodzi o to, co się zadzieje w dużej polityce. Pierwszy kwartał tego roku chyba nas nauczył, że lepiej być ostrożnym w prognozach, natomiast na pewno możemy stwierdzić, że to będzie bardzo poważna oś rozgrywek, konfliktu między potęgami. Jeśli spojrzymy na takie duże działania i decyzje gospodarcze, to tam się nikt nie zastanawia nad ESG – to nie jest temat sam w sobie. Na tapecie jest dostęp do surowców ziem rzadkich, produkcja paneli fotowoltaicznych, produkcja baterii, produkcja samochodów elektrycznych, a to my sobie gdzieś tam później przekładamy na ESG.
EK: Rynek nie znosi próżni, a mówimy wszyscy o zasobach, które są ograniczone, co stanowi istotny czynnik. W zależności od tego jakie dana branża – choć możemy tutaj też mówić o strategicznych dla państw sektorach – będzie miała zapotrzebowanie na zasoby i jak będzie w stanie je zaspokoić, będzie musiała się mierzyć z większym lub mniejszym problemem. Jak będzie ewoluowało ESG trudno powiedzieć, ale kierunek jest już nadany i nie ma odwrotu.
Edyta Korycka – dołączyła do Torusa we wrześniu 2004 roku, jest więc związana z firmą niemal od początku jej istnienia. Początkowo była zatrudniona na stanowisku specjalisty ds. zarządzania projektami, później objęła funkcję kierowniczą w Dziale Planowania Inwestycji (DPI), a obecnie jest dyrektorem tej komórki. Jest również Pełnomocnikiem Zarządu ds. ESG. Pięcioosobowy dział, którym zarządza, odpowiada głównie za przygotowanie inwestycji do realizacji, ale jego zadania i odpowiedzialność dotykają całego procesu inwestycyjnego – już od momentu zainteresowania zakupem działki, poprzez budowę, aż po sprzedaż nieruchomości.
Przemysław Chimczak-Bratkowski – założyciel i prezes Akademii ESG, największej w Polsce bazy wiedzy o ESG. Architekt, analityk i strateg biznesowy z wieloletnim doświadczeniem jako project manager. Autor wielu publikacji w obszarze zrównoważonego rozwoju, w tym raportów Odpowiedzialne inwestycje, GOZ w budownictwie, Magazynowe ESG oraz szkolenia ESG na rynku nieruchomości.