TORUS Sp. z o.o.
al. Grunwaldzka 413
80-309 Gdańsk
Tel: 58 76 46 376
email: torus@torus.pl
NIP: 9570829421

GRUPA TORUS
spółka akcyjna
al. Grunwaldzka 413
80-309 Gdańsk
NIP: 5842788971

Boisko, które wprawia w ruch dzielnicę

Ilekroć jestem na boisku na tyłach biurowca Format przy ul. Droszyńskiego, ktoś tam jest. W weekendy, zwłaszcza przy dobrej pogodzie, nawet w ciągu dnia spotkać tam można i młodszych, i starszych. Czasami są to pojedyncze osoby rzucające do kosza, czasami grupy kolegów grających w piłkę nożną. Bywają też rodziny z dziećmi grające w tenisa stołowego i wysportowani nastolatkowie, robiący niezłe akrobacje w strefie work out. A ja? No cóż, jak większość zapracowanych czterdziestoparolatków i zaangażowanych rodziców staram się znaleźć tam chwilę również dla siebie. Tym razem pojawiłem się „na Formacie” także w roli obserwatora, zamieniając kilka słów ze stałymi bywalcami boiska.

Ale cofnijmy się na moment. Kilka lat temu Torus, rozpoczynając budowę biurowca Format na Przymorzu Małym zapowiedział, że w ramach tej inwe­stycji zamierza wybudować ogólnodostępne boisko – dla pracowników budynku i mieszkań­ców. Takich obiektów sportowo-rekreacyjnych rzeczywiście brakuje w tej części miasta, ale mimo to brzmiało to dość niewiarygodnie, bo przecież dlaczego deweloper miałby to robić? Kilka lat później, w maju 2023 roku nastąpi­ło uroczyste otwarcie obiektu. Pogoda tego dnia dopisała, były atrakcje, warsztaty, poka­zy i piknikowa atmosfera. Przez kilka godzin przewinęło się kilkaset osób, głównie rodziny z dziećmi mieszkające w okolicy. Pojawili się nawet sportowcy – piłkarze ręczni sponsoro­wanego przez Torusa Wybrzeża Gdańsk, którzy rozegrali mecz z drużyną przyjaciół. Otwierający to wydarzenie ówczesny prezes Torusa Sławek Gajewski podkreślał, że chce, aby ten obiekt stał się miejscem spotkań i rekreacji nie tylko pracowników, ale przede wszystkim mieszkań­ców dzielnicy. Dzisiaj, po ponad dwóch latach można potwierdzić, że tak się rzeczywiście stało.

IDZIEMY NA FORMAT

Mieszkam z rodziną na Przymorzu Małym od 10 lat, na jednym z pobliskich osiedli, tym „oliwko­wym”. Dla moich córek hasła „idziemy na For­mat”, „chodźmy na Format” weszły do kanonu życia, są czymś oczywistym. One upodobały sobie akurat strefę work out, bo lubią gimnastykę. Jak tam jesteśmy razem czasami krzyczą do mnie, żebym je podrzucił, by mogły chwycić się najwyższego drążka. Dalej już sobie radzą, a ja zamykam oczy, bo patrzenie na to, co niekiedy wyczyniają, potrafi wywołać dreszcze – cóż, taka perspektywa rodzica. Ja idąc na Format zawsze zabieram piłkę do kosza. Kilka razy pograliśmy sobie nawet z sąsiadem Wojtkiem, on też wpada tam często z dziećmi. W takich chwilach trochę przypominają się szkolne czasy, choć mój po­dwórkowy kosz z dzieciństwa stał na klepisku, a na piachu trudno było nawet kozłować. Teraz jest inaczej, znak czasu, i to jest super.

EMOCJE TE SAME, ALE TERAZ DZWONI TELEFON…

Był niedzielny, wrześniowy wieczór, wedle za­powiedzi ostatni tak letni pogodowo weekend. Miałem chwilę dla siebie, więc skoczyłem oddać kilka rzutów. Przy wejściu na boisko porozrzucane rowery, kaski i hulajnogi, a za bramą ósemka, na oko dziesięciolatków, roz­grywa mecz życia. Bramkarz, jak mnie zoba­czył z piłką do kosza od razu zaanonsował, że oni grają tu na dwie bramki, co miało oznaczać „byliśmy tu pierwsi”. Jakoś się jednak wcisną­łem na kilka rzutów, pilnowałem tylko by im nie przeszkadzać. Z ciekawości zapytałem czy często tu grają – powiedział „no pewnie”.

W narożnikach boiska leżały ich telefony i co jakiś czas jakiś zabrzęczał – musieli słyszeć, że ktoś dzwoni, ale byli zajęci. Jeden z nich krzyknął nawet „pewnie to mama i muszę zaraz wracać”, ale nie miał czasu odebrać, bo właśnie szła akcja… Pomyślałem sobie, że za moich czasów rodzice krzyczeli gło­śno z okien przywołując na kolację. Teraz się dzwoni, ale w tym przypadku technolo­gia wcale nie okazała się skuteczniejsza. To chyba dobrze.

Mecz zakończył się wynikiem coś koło 20 do 18 (jest więc nadzieja, że za kilka lat nasza reprezentacja powalczy o coś więcej). Zzia­jani, ale dalej przeżywający grę, kładli się na stole do ping ponga i wokół niego. Co chwilę któryś podbiegał do wodopoju, aby ugasić pragnienie. Po kilku minutach odpoczynku przybili piątki i zaczęli się rozjeżdżać – wte­dy telefony dzwoniły już wyraźnie częściej i pewnie nie na żarty.

BOISKO JAK MROWISKO, NIE PUSTOSZEJE

Po chwili jakiś wysoki nastolatek z dziewczyn­ką, chyba młodszą siostrą, zaczęli rzucać do kosza. Widać było, że sam nieźle gra, ale teraz był w innej roli – uczył ją. W tym samym czasie grupa bardziej dorosłych nastolatków robiła ćwiczenia w strefie work out. Nie byli tu pierwszy raz, już ich widywałem. Jak dla mnie to jacyś profesjonaliści – ja wprawdzie nie jestem w stanie się raz podciągnąć na drążku, ale to, co oni robili, wyglądało nie­ziemsko. Osób, które widziałem tam tego dnia przez niespełna godzinę było znacz­nie więcej. Niektórzy wpadali dosłownie na chwilę, by się poruszać, byli też tacy, którzy cały czas spędzili na rozmowie siedząc na leżakach znajdujących się przed budyniem, w otoczeniu zieleni.

To nie był jakiś wyjątkowy dzień „na Formacie”. Tak tutaj toczy się życie, gdy pogoda zachęca do spędzania czasu na zewnątrz. Torus wybu­dował prawdziwe, osiedlowe boisko, a może nawet coś więcej. Jutro również tu będę…

Udostępnij: