Dwadzieścia lat pracy to coś więcej niż staż – to historia rozwoju firmy widziana z pierwszego rzędu. Iwona Rulkiewicz – Wierzbicka, Iwona Stemska, Piotr Korzeniowski, Roman Sokołowski, Tomek Man i Andrzej Młodawski pamiętają TORUSA, gdy był na początku swojej drogi, stawiał pierwsze kroki z niewielkim jeszcze wtedy zespołem.
Dziś opowiadają o przełomowych projektach, momentach próby, relacjach i poczuciu realnego wpływu, które sprawiły, że zostali tu na dwie dekady – współtworząc markę, która z lokalnej inicjatywy stała się rozpoznawalnym graczem na rynku nieruchomości.
IWONA RULKIEWICZ-WIERZBICKA, specjalista ds. kadr i płac
- Pamiętasz Torusa sprzed 20 lat i swoje pierwsze dni? Jak to wyglądało?
IR: Oczywiście, taki staż zobowiązuje. Jak zaczynałam byłam w zupełnie innym miejscu niż dzisiaj. Z innymi ludźmi, na innym stanowisku. Torus był wtedy bardzo małą firmą - przez te 20 lat naprawdę wiele się zmieniło. Zaczynałam na stanowisku asystentki zarządu, w sekretariacie. Zatrudniał mnie pan Sławek – wtedy i przez wiele lat prezes firmy, dzisiaj dalej z nią związany, choć już w innej roli. Samą rekrutację prowadziła natomiast Edyta Korycka. Pamiętam, że jeszcze zanim do spotkania dołączył pan Sławek powiedziała do mnie: „Pamiętaj – bardzo ważne jest, że masz prawo jazdy i jesteś czynnym kierowcą.” I rzeczywiście, takie pytanie na rozmowie padło, a samo prawo jazdy też się później przydało. Miło wspominam cały ten czas. Choć dzisiaj mam inną rolę i odpowiedzialność nieustannie lubię to, co robię, z kim i gdzie.
- Co daje Ci największą satysfakcję po 20 latach pracy?
IR: Myślę, że poczucie sensu i celu, rozwój oraz pozytywne relacje ze współpracownikami i konstruktywna współpraca z przełożonymi. Mimo, że zwykle pracuję w tle, dbając o formalną stronę relacji pracodawca-pracownik, mam nadzieję, że moje działania mają pozytywny wpływ na środowisko pracy.
- Czego życzysz sobie i firmie na kolejne 20 lat?
IR: Życzę przede wszystkim takiego rozwoju, jaki obserwowałam i jakiego mogłam doświadczyć przez te 20 lat. Zaczynaliśmy w momencie, gdy nie byliśmy tak rozpoznawalni, jak teraz. Torus okazał się bardzo rozwojową firmą, z dużymi ambicjami i wielkimi projektami. Wygląda na to, że w kolejnych latach będzie tak samo ciekawie i ambitnie, a ja też będę się przy tym dalej rozwijać. W mojej dziedzinie i w prawie pracy cały czas wiele się dzieje. Od lat nie mieliśmy tak dynamicznych zmian w prawie pracy. Nowe regulacje i dyrektywy obejmują szeroki zakres zagadnień, więc zapowiada się bardzo pracowicie.
IWONA STEMSKA, dyrektor ds. nieruchomości
- 20 lat współpracy z Torusem – spory kawałek zawodowego życia… Jakie masz refleksje z tym związane, co Cię tu trzyma tak długo? Atmosfera? Projekty?
IS: Myślę, że przede wszystkim rozwój i projekty. Kiedy zaczynałam współpracę z Torusem firma realizowała niewielkie przedsięwzięcia, głównie w zakresie wynajmu małych, gabinetowych powierzchni. Dziś ma za sobą transakcje z międzynarodowymi podmiotami na kilkanaście tysięcy metrów kwadratowych, a jej udział w rynku powierzchni biurowych w Gdańsku wynosi 20%. To najlepiej pokazuje drogę, jaką wspólnie przeszliśmy. W okresie ostatnich dwóch dekad wybudowaliśmy i skomercjalizowaliśmy więcej powierzchni biurowej niż 20 lat temu wynosił jej całkowity wolumen w Gdańsku - w tamtym czasie był on na poziomie nieco ponad 150 tys. m kw. W znacznym stopniu kreowaliśmy rynek, co daje duże poczucie satysfakcji. O skali działalności świadczy chociażby ilość podpisanych umów najmu, których było blisko pół tysiąca. Powtarzalność procesów jest jedynie pozorna, gdyż za każdym razem po drugiej stronie mamy do czynienia z innymi podmiotami oraz warunkami, na jakich dochodzi do zawarcia danej umowy. Po drodze mierzyliśmy się z kryzysami, jak załamanie na rynku nieruchomości w 2008 – 2009 roku spowodowane zapaścią w sektorze finansowym. Sprzedaż jednego z etapów Arkońskiej Business Park została sfinalizowana zaledwie kilka godzin przed decyzją inwestora - niemieckiego funduszu - o wstrzymaniu wszelkich procesów dotyczących nabycia projektów nieruchomościowych. Nieustannie pojawiają się nowe wyzwania i konieczność adaptacji do zmieniających się warunków rynkowych. Z perspektywy lokalnej firmy deweloperskiej w segmencie powierzchni biurowych osiągnęliśmy coś wyjątkowego, teraz podążamy w kierunku dywersyfikacji działań – budynki mieszkalne to kolejny obszar, który otwiera przed Torusem nowe możliwości, choć nie wszyscy wiedzą, że mamy już pewne doświadczenia w tej materii. W przeszłości zrealizowaliśmy trzy projekty mieszkaniowe na terenie Gdańska.
- Czy są jakieś momenty przełomowe, które szczególnie zapadły Ci w pamięć? Może jakaś anegdota, śmieszna historia…?
IS: Niewątpliwie momentami przełomowymi były najtrudniejsze transakcje, niezwykle wymagające procesy, jak na przykład sprzedaż Alchemii IV. Warunki, w których przyszło nam prowadzić negocjacje stanowiły wyzwanie nie tylko ze względu na wymagającego partnera, lecz również dlatego, że rozmowy odbywały się w okresie pandemii. Wówczas nie było wiadomo jak sytuacja się rozwinie i w którą stronę podąży rynek. Takie doświadczenia wzmacniają, dając zupełnie nową perspektywę. Zarządzanie kryzysowe okazało się nieodzownym elementem towarzyszącym negocjacjom. Pamiętam jak podczas jednego z kluczowych spotkań musieliśmy zmierzyć się z alarmem bombowym i ewakuacją budynku. Rozmowy zostały przerwane i przeniesione do innego naszego biurowca. Mimo tej niecodziennej sytuacji negocjacje udało się doprowadzić do końca i ostatecznie sfinalizować umowę najmu.
- Jak opisałabyś firmę Torus osobie, która jej nie zna?
IS: Torus daje poczucie sprawczości - to jest oczywiście moja perspektywa, ale sądzę, że wiele osób podzieli ten pogląd. Pracownicy realnie współtworzą firmę i mają wpływ na jej rozwój. Myślę, że na zewnątrz Torus może być postrzegany jako korporacja, bo realizuje duże projekty i osiąga sukcesy na miarę międzynarodowych graczy, wspieranych przez kapitał zagraniczny, tymczasem wewnątrz zdecydowanie bliżej mu do lokalnej firmy. Torus to nie bezduszna korporacja, z zarządem w Mountain View. Bezpośrednie relacje odgrywają dużą rolę, są wewnętrznym kapitałem.
PIOTR KORZENIOWSKI, koordynator projektu
- Jakie największe zmiany zauważyłeś w firmie na przestrzeni 20 lat?
PK: To był jeden, nieprzerwany proces zmian, który można określić po prostu jako rozwój. Gdy rozpoczynałem tutaj pracę, Polska dopiero wstąpiła do Unii Europejskiej, a Torus zatrudniał około 10 osób. To były nasze pionierskie czasy. I był to zarazem fantastyczny okres, ponieważ mogłem być częścią tego postępu, uczestniczyć w coraz większych projektach i na własne oczy obserwować rozkwit firmy. Dziś również nie ma mowy o zastoju – mimo różnych przemian, cały czas konsekwentnie idziemy do przodu. Zaczynałem jako logistyk. Moje obowiązki obejmowały wtedy m.in. zakup materiałów po optymalnych cenach, wyszukiwanie odpowiednich hurtowni oraz organizację transportu. W tamtym okresie nie byliśmy jeszcze rozpoznawalną marką, co oznaczało, że za większość spraw trzeba było płacić gotówką lub z góry. To znacząco wydłużało cały proces. Moim kluczowym zadaniem było wówczas budowanie wiarygodności Torusa i prowadzenie rozmów w taki sposób, aby przekonać dostawców do odroczonych terminów płatności i rozliczania przelewem. Z perspektywy dzisiejszych standardów może się to wydawać nie do pomyślenia, ale właśnie tak wyglądały realia tamtych lat.
- Czy jest jakaś sytuacja/zadanie, które szczególnie ukształtowało Cię tutaj zawodowo? Które doświadczenia były kluczowe dla Twojego rozwoju?
PK: Każde zadanie i projekt przez te dwadzieścia lat wnosił coś cennego, ale kluczowe dla mojego rozwoju zawodowego okazało się możliwość łączenia różnych obszarów odpowiedzialności. Obecnie jednocześnie pełnię funkcję koordynatora projektów oraz starszego inspektora BHP, co daje mi wyjątkową, całościową perspektywę. Ta podwójna rola, rozwijana przez lata, ukształtowała mnie najbardziej. Uczy nie tylko organizacji i planowania, ale także odpowiedzialności za ludzi. Praca nad projektem i jednoczesne dbanie o to, by przebiegał on bezpiecznie i zgodnie z najwyższymi standardami, to największe i najciekawsze wyzwanie, które nieustannie poszerza moje horyzonty.
- Z którego momentu w pracy, którego byłeś częścią, jesteś najbardziej dumny?
PK: Z pewnością momentem, z którego jestem najbardziej dumny, było uczestnictwo w powstaniu Alchemii. Sam pomysł i decyzja o podjęciu tak spektakularnej inwestycji były nie tylko odważne, ale i przełomowe dla naszej firmy. To przedsięwzięcie stało się dla nas ogromnym sukcesem, który znacząco ugruntował pozycję Torusa na rynku i jeszcze bardziej rozsławił naszą markę. Cieszę się, że mogłem być częścią tego wielkiego, zespołowego dzieła – od koncepcji po realizację. Poczucie współodpowiedzialności i satysfakcji z ukończenia tak ważnego projektu wciąż pozostaje dla mnie jednym z najważniejszych doświadczeń w całej mojej ścieżce zawodowej.
ANDRZEJ MŁODAWSKI, specjalista ds. telekomunikacji
- Dokładnie dwie dekady temu powstał Youtube, a Ty 20 lat temu rozpocząłeś współpracę z firmą Torus. Pamiętasz początki? Jak one wyglądały, także z tej technologicznej strony?
AM: Przede wszystkim Torus był wtedy maleńką firmą. Nie był tak rozwinięty, jak teraz, nie miał nawet jeszcze swojej infrastruktury – do pracy wykorzystywaliśmy bazę, którą miało już Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe. Torus zajmował wtedy 2 albo 3 pomieszczenia w niewielkim budynku przy Grunwaldzkiej 415, a powstawała już nowa siedziba przy Grunwaldzkiej 413. Pamiętam jedno z pierwszych zleconych mi zadań - Tomek Man (wtedy Pan Tomasz) zwrócił się do mnie: „Panie Andrzeju, proszę niech Pan sporządzi cennik usług telekomunikacyjnych u operatora Telekomunikacja Polska” (tak, był taki, teraz nazywa się Orange). Do dzisiaj nie wiem, czy to było takie zadanie „na poważnie” czy wtedy po prostu nie miał jeszcze do zlecenia nic bardziej ambitnego. Warto dodać, że to był czas, kiedy zaczęła intensywnie wygasać telefonia analogowa, a zastępowała ją cyfrowa. No a później wraz z nową siedzibą i kolejnymi inwestycjami wszystko zaczęło się sukcesywnie zmieniać. Torus szybko zbudował swoją sieć, centralę i zaczął świadczyć usługi telekomunikacyjne – firma została operatorem.
- Jaką radę przekazał(a)byś sobie sprzed 20 lat?
AM: Chyba bym powiedział sobie, żeby dbać o nieustanny rozwój, nigdy się nie zatrzymywać, a nawet nie zwalniać. Do tego, żeby nigdy nie rezygnować z marzeń i dążeń do ich realizacji. Trzeba w życiu walczyć o swoje.
- Co daje Ci największą satysfakcję po 20 latach współpracy z Torusem?
AM: Myślę, że grono ludzi, których tutaj poznałem i których mogę nazywać przyjaciółmi. Przez te dwie dekady wiele się zadziało, po drodze Torus odniósł wiele sukcesów, a ja też mogłem się tutaj przez te wszystkie lata rozwijać w swojej dziedzinie, powierzano mi coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Świat się dynamicznie zmienia i są nowe wyzwania, czasami niełatwe zagadnienia, z którymi trzeba się zmierzyć, ale jest motywacja.
TOMASZ MAN, dyrektor działu IT
- Co się zmieniło w Torusie przez te 20 lat (z perspektywy Twojej profesji). Jak zmieniły się też Twoje zadania?
TM: Na początku Torus nie miał swojej własnej, niezależnej struktury IT. Przez kilka lat była to de facto usługa świadczona spółce córce przez GWO, a ja sam dublowałem wtedy role pracując na początku głównie na rzecz wydawnictwa. Torus zaczął szybko rosnąć i po pewnym czasie okazało się, że potrzebuje autonomii w tym zakresie. Jak zacząłem się zajmować tylko potrzebami Torusa, żeby zbudować dedykowane środowisko IT, odpowiadające rosnącym potrzebom, to w firmie pracowało już ok. 60 osób. Zadania zmieniały się w czasie, profesjonalizowały, dostosowywały do wymogów rynku i potrzeb organizacji. To wszystko działo się organicznie, ale też dynamicznie, a co najważniejsze świadomie. Czasami celowo szerzej i mocniej zgłębialiśmy niektóre zagadnienia, by oferować sprawdzoną, profesjonalną usługę.
- Co było dla Ciebie do tej pory największym wyzwaniem, a co uważasz za największy sukces?
TM: Tych sukcesów po drodze było wiele, związane były z każdym kolejnym, dużym projektem, ale wierzę, że te największe jeszcze przed nami. Wyzwań też jest sporo, bo świat i technologia szybko się zmieniają. Ważnym zagadnieniem w dzisiejszych czasach jest ochrona przed cyberprzestępczością. To wymaga od nas czujności i wprowadzania takich zabezpieczeń, które zapewnią bezpieczeństwo infrastruktury oraz utrzymanie stabilności systemów firmy, niezależnie od okoliczności.
- Czy postępujący rozwój technologii, np. AI, zmieni Torusa?
TM: Oczywiście, ale to jeszcze przed nami. Myślę, że Torus może wiele zyskać, przede wszystkim w zakresie szybkiej analizy informacji - płynnym przetwarzaniu ogromnego, zdobytego przez lata know-how, które jest zaszyte w niezliczonej liczbie dokumentów. To może znacznie ułatwić pracę, przyspieszyć różnego rodzaju procesy, umożliwić zrobienie firmie kolejnego kroku w rozwoju. Moim zdaniem odpowiednie wykorzystanie technologii AI pozwoli stworzyć więcej przestrzeni dla twórczej pracy, minimalizując odtwórcze zadania, choć wielu obszarów, np. budowy czy ludzkich aspektów, nie da zastąpić. Nie ma też gotowców na tym rynku – żeby AI służyła firmie, usprawniała jej działalność i była elementem przewagi konkurencyjnej, trzeba zbudować indywidualny, dopasowany do działalności model. To wymaga czasu i zaangażowania po stronie wszystkich, bo AI nie jest domeną tylko IT. Wierzę, że takie rozmowy i przemiany czekają Torusa w pewnej perspektywie czasu.
ROMAN SOKOŁOWSKI, główny inżynier
Kim był Roman Sokołowski przed 20 laty i kim jest teraz?
RS: W momencie rozpoczęcia współpracy z Torusem byłem na początku swojej kariery – z punktu widzenia mojej profesji byłem takim nieopierzonym specjalistą. Teraz jestem już chyba dojrzałym inżynierem. To, co jest szczególnie dla mnie wartościowe, to że Torus zawsze dawał możliwość rozwoju w mojej dziedzinie. Początkowo zespół techniczny firmy był mały i zajmowałem się wieloma aspektami. Z czasem coraz bardziej ambitne projekty i pojawiające się na pokładzie osoby pozwoliły na specjalizację w wąskich obszarach i jest to zbieżne z tym, jak na przestrzeni lat rozwija się technologia. Zaczynaliśmy od małych projektów, by mierzyć się z dużymi, złożonymi i dziejącymi się równolegle inwestycjami. To była bardzo ciekawa droga i cieszę się, że mimo upływu 20 lat nadal nie brakuje mi zapału do kolejnych zadań i projektów realizowanych dla firmy.
Jak sobie myślisz o tych 20 latach zawodowego życia, to jakie sytuacje czy wydarzenia najbardziej utkwiły ci w pamięci?
RS: Na początku był mały biurowiec, później była Arkońska Business Park, a następnie pojawiła się Alchemia. To były coraz większe projekty, które były przeskokiem na inny poziom złożoności, celów i też możliwości. Równolegle Torus rósł personalnie. Szczególnie miło wspominam uroczyste otwarcie I etapu Alchemii. To było coś – ogromna skala przedsięwzięcia, ciekawy projekt z częścią rekreacyjno-sportową i wszystko zwieńczone imprezą na wysokim poziomie. Z każdym kolejnym etapem firma rozwijała się. Zarząd zawsze pozwalał szukać jeszcze lepszych rozwiązań, trzymając najwyższy poziom wykonawstwa budowlanego i technicznego. Dzięki temu mogliśmy wyłamywać się schematów i w wielu kwestiach być krok przed innymi.
- Technologia zmienia Torusa czy Torus zmienia technologię? Co Twoim zdaniem może być kluczowe w rozwoju firmy w najbliższych dwóch dekadach?
RS: Torus ma ogromne, inżynierskie know-how i myślę, że będzie – jak do tej pory – mierzyć wysoko. Rynek szczególnie potrzebuje dzisiaj stabilnych, sprawdzonych i pewnych rozwiązań w obszarze optymalizacji energetycznej, a to jest przecież jeden z koników firmy od wielu lat. Tanich nowinek pojawia się mnóstwo, a naszą rolą jest wybrać z tego naprawdę wysokiej jakości rozwiązania, które później będą implementowane. Jednym z moich zadań jest wyszukiwanie i analiza – od strony ekonomicznej i technicznej – zasadności wykorzystania danych technologii. I tutaj nic się pewnie nie zmieni.